Pięć zdań których znaczenie jest zupełnie inne niż myślisz

你的中文很好 (ni de zhong en hen hao – twój chiński jest bardzo dobry) zdanie które usłyszysz zawsze, niezależnie od tego czy właśnie powiedziałeś „dzień dobry” czy zacząłeś konwersacje od jakiegoś skomplikowanego chengyu*. Mówi się ze jeśli Twoje putonghua (język mandaryński) osiągnął wysoki poziom jeśli przestajesz słyszeć to zdanie za każdym razem kiedy cos powiesz. Chińczycy używają tego jako komplementu, którym nie wiedzieć czemu, czują się w zobowiązaniu pochwalić każdego obcokrajowca za trud zdobycia się/próby porozumiewania się w ich języku. Albo żeby ukryć zakłopotanie związane z tym ze kompletnie nie rozumieją co właśnie powiedziałeś. Jeżeli słysząc „Twoj chinski jest bardzo dobry” żachniesz się i odpowiesz kurtuazyjnie książkowym 哪里哪里 (nali nali – gdzież tam, gdzież tam) to, o ile rozmówca nie wybuchnie śmiechem, prawdopodobnie usłyszysz tylko potwierdzenie „na prawdę, bardzo dobrze mówisz po chińsku!”. 真的!

*Chengyu – czteroznakowy idiomy, przysłowie

anoreksjatatuaz

吃饭了没有?你干去呀?(chi fan le mei you? ni gan ma qu ya?) – te zdania które w rzeczywistości znaczą „jadłeś już?” „i gdzie idziesz/co robisz?“ absolutnie nie znaczą że Twój właśnie napotkany chiński znajomy umiera z ciekawości i koniecznie musi wiedzieć czy jadłeś, co jadłeś, gdzie teraz idziesz, co będziesz robił. W 99% wypadkach znaczy to tylko i jedynie „cześć” wystarczy że odpowiesz „tak jadłem/nie jeszcze nie jadłem, a ty?” podobnie z drugim pytaniem, cokolwiek nie powiesz będzie dobrze.

19710_10202760386010748_2922787585716126251_n

慢慢走,慢慢吃  (man man zou, man man chi) – idź powoli, jedz powoli. Powoli = spokojnie, bezpiecznie, bez problemów, a w przypadku jedzenia, po prostu naciesz się tym co masz w misce. Nie musisz się martwić że za szybko przebierasz pałeczkami.

manmanchi

不错! (bucuo! – nie najgorzej) – zasłyszane od chińskiego nauczyciela. Typowy, chiński nauczyciel, zwłaszcza ten starszej daty NIGDY nie powie Ci że robisz coś dobrze. Jeżeli jednak usłyszysz od swojego nauczyciela że zrobiłeś coś „bu cuo” „nie najgorzej” możesz spokojnie zatytułować siebie mistrzem świata w danej dziedzinie.

nauczyciel matmywushulaoshi

有空儿来我的家玩儿 (you kongr lai wo de jia wanr) – jak masz czas powinieneś wpaść do mojego domu/mojej rodzinnej miejscowości. Najśmieszniej jak słyszysz takie zdanie po angielsku gdzie słowa „wanr” które oznacza szeroko pojętą zabawę / rozrywkę tłumaczą na „play” i słyszysz „When you have time we should play together sometimes” (autentycznie zasłyszane zdanie) i wtedy się pytasz „Play what…?” po chwili uświadamiając sobie co to „play” znaczyło… Otóż o takich zaproszeniach do domu musicie wiedzieć jedno. Nie kupujcie od razu biletów pociągowych, nie planujcie kolejnego weekendu spędzać w innej prowincji bo to że ktoś tak powiedział, absolutnie nie oznacza że masz faktycznie to nastąpi. Taki rodzaj zaproszenia usłyszysz zapewne od każdego nowo poznanego chińczyka. Możesz odpowiedzieć tak samo „Kiedy będziesz miał wolny czas wpadnij do Polski, wyjdziemy gdzieś razem się rozerwać” I git, tak właśnie pozapraszaliście siebie nawzajem okazując swoje zainteresowanie drugą sobą. 成功!sukces!

Wybrałam tylko pięć najczęściej słyszanych, i najbardziej wprawiających mnie w zakłopotanie na początku zdań. Jest ich na pewno tysiące ciekawa jestem jakie Wy macie doświadczenie z sentencjami które w bezpośrednim znaczeniu znaczą zupełnie co innego niż to co Wasz rozmówca miał na myśli. Zapraszam do podzielenia się w komentarzach i na facebooku! 😀 http://www.facebook.com/chinesedays

xia ci jian!

Reklamy

Egzaminy i co ma do tego chiński system wojskowej musztry

Jeszcze dwa lata temu modliłabym się o to żeby w trakcie egzaminacyjnej sesji na uczelni mieć egzaminy z takich przedmiotów jak historia kung fu czy sanda. Oczywiście wiele się zmienia gdy takie egzaminy cię faktycznie obowiązują i okazuje się że bardzo ciekawe przedmioty zamieniają się w walkę o przetrwanie.

Egzaminy na sportowym uniwersytecie wyglądają tak samo jak znamy je z naszych polskich uczelni. Jest sesja egzaminacyjna (która w tym roku wypada na początek stycznia), przed sesją mamy około tydzień wolnego od zajęć na powtórzenie, niektóre przedmioty zaliczamy trochę wcześniej. Oceny są wystawiane w procentach, a na ocenę końcową składa się zazwyczaj twoja aktywność na zajęciach, nieobecności, prace domowe i i egzamin. Nie ma przedmiotów które zaliczamy samą obecnością. Ja egzaminów w tym semestrze mam 7 (w tym 2 z przedmiotów – treningów) o czym dzisiaj trochę napiszę.

Największą zmorą dzisiejszego wieczoru to dla mnie anatomia. Na anatomii musimy oddać wypełnione raporty z laboratoryjnych zajęć, uzupełnione ćwiczenia (które sprawdzają naszą wiedzę z wykładów), dodatkowo czeka nas test przed egzaminem no i w styczniu egzamin. Czemu zmora dzisiejszego wieczoru? Bo wszystko to dzieje się jutro a moje tempo wypełniania tych wszystkich zadań, nie wspominając już o opanowywaniu materiału, jest bardzo wolne.

studylevel

Jeden egzamin jest już za mną i to w sumie dosyć ciekawa historia, egzamin był z przedmiotu który nazywa się teoria sandy. Teoria sandy to jest ten przedmiot który zaczął się na początku semestru, na którym nie pojawiłam się ani razu do czasu kiedy koleżanka z grupy spytała się mnie „ej a czemu ty nie chodzisz na teorię sandy?” i wtedy właśnie dowiedziałam się że takie zajęcia w ogóle istnieją. Całą sytuację, między innymi dzięki mojemu trenerowi, udało się odkręcić, a wykładowca z teorii na (moich) pierwszych zajęciach powiedział że egzaminu nie będzie, będzie tylko zadany temat do napisania w domu. Jakież było moje zdziwienie kiedy drugi raz przyszłam na zajęcia, zadowolona że nie muszę się za bardzo stresować tym przedmiotem i ciekawa tego co usłyszę od wykładowcy (co to właściwie jest ta teoria sandy?), okazało się że tego dnia jest egzamin. Nauczyciel po prostu stwierdził że wymyślanie tematu, ustalanie terminu itp byłoby za dużym problemem, więc zorganizował tego dnia egzamin na którym były dwa opisowe pytania.

Napisałam korzystając z dobroci współczesnych technologii i dobrego serca paru znajomych.  Żeby było ciekawej inne osoby również korzystało z moich pokładów wiedzy znajdujących się w telefonie, wykładowca w trakcie egzaminu specjalnie nie przejmował się naszą obecnością i wykonywał ćwiczenia zdrowotne siedząc przy biurku (ćwiczenia yangsheng – wyglądają podobnie do bardziej znanego nam taiji).

W piątek czeka mnie egzamin z gedou (przedmiot trenignowy „combat fight”). Zaliczenie gedou wygląda tak że musimy napisać pracę pisemną, plus dodatkowo zdać egzamin przed komisją złożoną z trzech wykładowców wydziału wushu (tylko z sekcji sandy). Na egzaminie spraingów, ze względu na zasady bezpieczeństwa, nie ma. Ciężko byłoby zorganizować oficjalne zawody na uczelni których zasady byłyby brakiem zasad a jedyne co byłoby niedozwolone to… rękawice i ochraniacze.Chociaż w sumie… trzeba będzie o tym pomyśleć 😀

fight club

No dobra wracając do tematu bo noc jest krótka a zadań z anatomii wiele. To jak kazali się nam przygotować do egzaminu to: poszczególne techniki (kopnięcia, uderzenia, obalenia, itp dźwignie) plus podobno czekają nas biegi i ćwiczenia siłowe. Najciekawszym punktem programu będzie… musztra wojskowa. Zostaliśmy podzieleni na pięcioosobowe grupy i każdy z nas musi przemusztrować swoją grupę i być przemusztrowanym przez pozostałe 4 osoby.

linijka

Jest zabawa! Wszystko musi być pod linijkę, oceniany jest ton głosu wydawanych komend, stosowanie się do wszystkich reguł chińskiej musztry, a na mnie dzisiaj nauczyciel krzyczał że mam się nauczyć krzyczeć, więc to jak krzyczysz najwidoczniej też się liczy do końcowej oceny. Stosowanie się do poleceń musztrującego nie sprawia mi problemu (nie ma tu niczego nadzwyczajnego), natomiast wydzieranie się na moje koleżanki z grupy, stosując przy tym poprawną chińska wymowę (chociaż żeby mnie zrozumiały…), nie śmianie się w trakcie kiedy mówisz baczność a one zaczynają odliczać bo powiedziałeś źle plus dodatkowo muszę się nauczyć terminologii i zasad… których mam pełne prawo absolutnie nie znać.

kungfu

Czemu musztra? (Cytuję mojego nauczyciela). Bo jesteśmy studentami WUSHU. SHU – sztuka WU – wojenna. Dodatkowo podejrzewam dochodzi aspekt że większość studentów wushu, jeżeli nie zostaje nauczycielami albo trenerami, to trafia to wojska albo policji lub innych służb mundurowych.

Za dwa tygodnie mam egzamin z historii wushu, a reszta (czyli: anatomia, teoria sportu, chiński uniwersytecki) odbędzie się w trakcie sesji.

Chciałam Wam dzisiaj dużo opowiedzieć, bo emocji i ciekawostek związanych z moimi egzaminami trochę jest, ale zostawmy je na później, do końca sesji został miesiąc, wiele się jeszcze może wydarzyć. 😉

Trzymajcie za mnie kciuki kochani i jeśli coś Was zainteresowało w tym wpisie, albo są jakieś rzeczy które mogłyby być dla Was interesujące, pytajcie! Na pewno bardzo mi to pomoże 🙂

Zajęcia widmo

W środę wrzuciłam na szybko wpis o tym że całkiem niedawno i bardzo przypadkowo dowiedziałam się że od początku semestru, w piątkowe wieczory istnieją zajęcia na które powinnam chodzić. aliens

Zajęcia okazały się również dosyć istotne bo są to zajęcia z teorii sandy.

Generalnie podlegam pod dwa studenckie biura (dziekanaty), pierwsze to biuro wydziału sztuk walki, drugie to biuro dla obcokrajowców. Administracyjnie podlegam pod dziekanat dla alienów, to oni są odpowiedzialni za mój plan zajęć, ew. informowanie mnie że do mojego planu zajęć dochodzą przedmioty które na nim nie istnieją.

Niezastąpiona pani z biura wstukała w komputerze nazwę przedmiotu i powiedziała mi „no tak powinnaś chodzić na te zajęcia”. „Poczekaj zaraz zadzwonię do biura wushu” kilka sekund, nie odbierają. Aha, jak nie odbierają to trudno masz chodzić na te zajęcia.

„Ale… zajęcia trwają od początku semestru, ani razu mnie na nich nie było i przedmiot nie istnieje na moim planie zajęć”

Nie ma żadnych ale po prostu jestem na listach i już.

Nie powiem sytuacja była dla mnie trochę stresująca i odrobinę bez wyjścia, zwłaszcza po reakcji studenckiego biura. Z każdego przedmiotu czeka mnie egzamin, obecności na naszym uniwersytecie na zajęciach są obowiązkowe, dodatkowo mam stypendium a moje „osiągnięcia naukowe” są jakoś tam monitorowane przez organ który mi je przyznał. Niezaliczenie przedmiotu może oznaczać utratę stypendium (czesne, akademik, wiza). Szkoda trochę by było przez taką głupotę mieć problemy.

Sprawa rozwiązana dzięki temu że zamiast najpierw iść tłumaczyć się przed wykładowcą poszłam do swojego trenera sandy, powiedziałam o swojej sytuacji i poprosiłam o pomoc. Trener pomógł, skończyło się mam chodzić na zajęcia, wykładowca nie będzie robił mi problemów ze względu na moje nieobecności.

Morał krótki, na podsumowanie: Zawsze żyj z swoim trenerem w zgodzie 🙂

Książki, książki, książki

Bardzo mnie kiedyś zdziwiło jak moja koleżanka zadała mi pytanie „Ludzie w Europie bardzo lubią książki prawda?” nie miałam bladego pojęcia jak na to pytanie odpowiedzieć. Widząc moją konsternacje powiedziała „Słyszałam że u Was książki są droższe i macie do nich większy szacunek niż my”. Wmurowało mnie bo o takiej „różnicy kulturowej” jeszcze nigdy w życiu nie słyszałam, dodatkowo sami wiecie jak u nas jest z książkami. Właściwie tylko pasjonaci je teraz kolekcjonują, książki nie są jakąś znaczącą częścią naszej współczesnej kultury. No i na pewno nie jest pierwszym elementem charakterystycznym o którym byśmy pomyśleli przy porównaniu kultry europejskiej i wschodniej.

Jestem właśnie w trakcie przygotowań do swoich pierwszych egzaminów i tak właśnie zauważyłam jak bardzo różni się taka metoda nauki na chińskim uniwersytecie od naszych.

Pierwsza rzecz: książki.

W ramach opłaty semestralnej (jedna opłata pokrywająca studia, akademik i materiały naukowe), każdy chiński student dostaje zestaw podręczników. Ja musiałam sama się w nie zaopatrzyć. Ceny mnie odrobinę zaskoczyły: najdroższa książka, atlas do anatomii, kosztowała 60 juanów czyli nasze ok 30 zł, najtańszy podręcznik (książka do historii wushu) kupiłam za 14 juanów (ok 7 zł). Polskie, zagraniczne ceny akademickich podręczników są znacznie wyższe.

4 historia wushu

Na każdych zajęciach, po za tym że sprawdzana jest lista obecności (absolutnie nie wolno opuszczać zajęć), należy przynieść książkę. Zdarza się że przy sprawdzaniu listy, wykładowca losowo spyta czy dany uczeń przyniósł książkę. Nie masz? Wracaj do akademika i tłumacz się przed swoim opiekunem roku za nieobecność na zajęciach. Albo masz wpisane spóźnienie (kilka spóźnień = nieobecność), z tego też trzeba się tłumaczyć. Albo masz minusika i ujemne punkty na egzaminie końcowym. Co który nauczyciel sobie wybierze.

W trakcie zajęć, otwieramy książki na stronie …. i czytamy. Albo otwieramy książki i słuchamy nauczyciela. Albo otwieramy książki i patrzymy na prezentacje którą przygotował wykładowca.

Większość chińskich studentów nie ma zeszytów, notatki robi w książkach (!długopisami!) a strony z co ważniejszymi tematami zgina wpół. Wyobraźcie sobie jak może wyglądać taka książka po 2 miesiącach wykładów… brr. I nie jest to nawet brak szacunku czy dbania o książki, wręcz przeciwnie im pilniejszy student tym więcej zagiętych kartek, tym więcej notatek.

3

Serce mi się kraja jak pomyślę że mogłabym nabazgrać coś w książce długopisem, każdy z mojego roku wie że kiedykolwiek będzie potrzebował ołówka zawsze może mnie o niego spytać. Nie zginam kartek bo wygodniej mi się korzysta z książek które nie przypominają harmonijek.

Książki z których korzystamy na przedmiotach są różne. Są i cienkie takie jak np historia wushu (większość wiedzy jest na prezentacjach wykładowcy), są i monstrualnie grube tak jak anatomia w sporcie (w sumie mamy trzy książki do anatomii i jeden zeszyt z raportami na zajęcia laboratoryjne).

2 anatomia

Kończąc temat i nawiązując do przywołanego na początku pytania absolutnie nie wydaje mi się że my bardziej szanujemy książki, na pewno troszkę inaczej z nich korzystamy na uczelniach ale nadal są one, wśród bardziej oczytanej chińskiej społeczności obiektem pożądanym 😀

Nasi trenerzy lubią nam mówić „po za treningami musicie jeszcze dużo książek czytać i uczyć się języków obcych!” 😉

Także czytajcie książki kochani, uczcie się języków obcych i… trenujcie! 😀

Jiayou!

Środowe niespodzianki

Tak żeby sobie urozmaić trochę studia bo ostatnio może za mało się działo, do mojego kanonu zajęć doszły nowe przedmioty takie jak gedou i historia wushu, dowiedziałam się właśnie że mam jeszcze jeden przedmiot. Przedmiot jest dosyć istotny bo jest to teoria sandy. Problem polega na tym że w mojej rozpisce zajęć on nie istnieje, zajęcia zaczęły się na początku semestru a ja jestem na liście studentów. Fajnie nie? Oznacza to że przez połowę ostatniego semestru miałam zajęcia na które powinnam uczęszczać, czeka mnie z nich egzamin a nikt nic nie wie czemu właściwie ja o tym nie wiedziałam.

Wpis na półmetek semestru

Pół semestru minęło więc czas sobie troszeczkę ponarzekać postaram dać z siebie wszystko bo łatwo mi to nie przyjdzie 🙂

Podsumowanie mojego pobytu w Pekinie od czasu przylotu z Polski byłoby bardzo nudne bo charakteryzuje je głównie… Brak czasu.

Hmm… narzekanie i nudne relacje dnia codziennego brzmi jak perfekcyjny temat na nowy wpis! 😀 Zacznijmy od…

1. Szkoła

W szkole (jak w życiu) łatwo nie jest, najwięcej problemów sprawia mi uniwersytecki chiński na którym piszemy oficjalne chińskie pisma i analizujemy (o zgrozo!) chińskie poematy przy których nasze szkolne lektury wymiękają pod każdym względem. Można by się było spytać po co taki przedmiot jak nasz szkolny język polski jest nauczany na uczelni wyższej ale jak się okazuje większość mistrzów wushu, mistrzów i vice mistrzów prowincji oraz Chin ma dosyć dużą dziurę w chińskiej podstawowej edukacji jakie jest pisanie znaków, czytanie i interpretowanie tekstów. Z całego swojego serduszka nie lubię tego przedmiotu, liczę na to że jakimś cudem uda mi się go zaliczyć i o nim jak najszybciej zapomnieć. I błagam nie pytajcie mnie czy coś na tych zajęciach rozumiem bo mogę się zrobić dziwnie nerwowa i niespodziewanie zacząć płakać.

Moi znajomi z roku zaczęli już mnie traktować normalnie, niektórzy nawet zaczęli ze mną rozmawiać! 😉 Bardzo pomógł mi mój kochany nauczyciel od Sport Introduction który serwując mi co zajęcia porządną dawkę pytań, zasiał w ich głowach ideę że oni też mogą zacząć próbować komunikować się ze mną w tym trudnym języku jakim jest język chiński. Nie ukrywam obie strony mają często przy tym niezłą zabawę.

Nadal przytrafiają mi się takie sytuacje że np idę na jeść obiad z kolegą z grupy a w trakcie posiłku on mi robi zdjęcia z ukrycia. Na szczęście to tylko wyjątki.

lazy pubu mmexport1413466526716 20141121_095214

Z treningów jestem bardzo zadowolona, boksuję, kopię, tarzam się, skaczę, gimnastykuję a to wszystko w rytmach:

Mam czasem jakąś pamiątkę po treningu, generalnie jest fajnie.

20141122_202907

2. Co robię w wolnym czasie 

mmexport1416640358098mmexport1414504923399mmexport14149053412921a1b63954_10205312121979533_2827094968665321136_n

Uczę się bo nie mam wolnego czasu. A tak na poważnie to boksuję, kopię, tarzam się, skaczę i gimnastykuję a wszystko to oczywiście w rytmie Everybody Was Kung Fu Fighting. Czasem jeżdżę na rowerze albo piję piwo i idę do klubu tak jak na przykład dzisiaj, dlatego muszę skończyć ten wpis i opuszczać powoli mury akademika żeby stawić czoła nowym przygodom i wyzwaniom jakim jest impreza w Wudaokou.

Serdecznie Was pozdrawiam, wpadajcie czasem żeby zobaczyć czy udało mi się napisać część drugą tego wpisu :*

Aga

Gedou po raz pierwszy

Zaczęliśmy dzisiaj, długo przeze mnie wyczekiwane, zajęcia z gedou. Gedou (格斗) jest częścią wushu, ma dużo wspólnego z sandą, przez chińczyków tłumaczone jest na język angielski jako combat fight, ja znalazłam w słowniku tłumaczenia: grapple, wrestle , fistfight przy czym … Czytaj dalej